Uczę angielskiego od ponad dwudziestu lat i wciąż mi się nie znudziło. Jestem absolwentką anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim, metodyczką i egzaminatorką, a od kilku lat także trenerką, która szkoli innych nauczycieli.
Najlepsza lekcja to taka, po której uczeń pamięta nie regułkę, tylko moment, w którym coś mu zaskoczyło.
Jak to się zaczęło
Zaczynałam od zwykłych lekcji w szkole i od szybkiego odkrycia, że większość problemów z angielskim nie bierze się z braku zdolności, tylko z nudy i ze strachu przed mówieniem. Od tamtej pory buduję lekcje tak, żeby uczeń miał powód się odezwać, zanim zdąży się zastanowić, czy zrobi błąd.
Z czasem doszła do tego praca metodyczki i egzaminatorki. Patrzenie na egzamin od strony arkusza i kryteriów zmienia perspektywę: widać wtedy dokładnie, które umiejętności dają punkty, a które ćwiczenia są tylko miłym wypełniaczem czasu.
Czym się zajmuję dzisiaj
Pracuję jako metodyczka i egzaminatorka, prowadzę zajęcia z uczniami przygotowującymi się do egzaminu ósmoklasisty, matury i certyfikatów, a także szkolę nauczycieli. Moje webinary dotyczą między innymi neurodydaktyki, gier językowych, pracy z dorosłym uczniem i sensownego, a nie magicznego, wykorzystania sztucznej inteligencji na lekcji.
Tworzę też materiały metodyczne, z których inni nauczyciele korzystają na swoich zajęciach. Lubię, kiedy pomysł z mojej głowy działa w cudzej klasie.
W co wierzę w nauczaniu
- Uczeń uczy się szybciej, kiedy rozumie, po co robi dane ćwiczenie.
- Błąd jest informacją, nie porażką. Poprawiam tak, żeby nie gasić chęci mówienia.
- Materiał ma być ciekawy dla konkretnej osoby, nie uniwersalnie poprawny.
- Technologia pomaga tylko wtedy, gdy oszczędza czas na to, co naprawdę ważne.
Poza lekcjami
[Tu wstaw kilka zdań prywatnych: zainteresowania, książki, muzyka, cokolwiek, co pokazuje człowieka za biurkiem. Ta część buduje sympatię szybciej niż lista kwalifikacji.]